English below
Gdy myślimy o twórczości Edwarda Dwurnika, jednego z najwybitniejszych i najpłodniejszych polskich artystów ostatnich dekad, na myśl przychodzą ukazane z lotu ptaka miasta, barwne portrety mieszkańców Polski Ludowej, mroczne sceny z czasów stanu wojennego oraz rzędy czerwonych i żółtych tulipanów. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej dorobkowi malarza, okazuje się, że w zdecydowanej większości jego prac pojawia się ludzka twarz. Ukazywana na wiele różnych sposobów, mniej lub bardziej szczegółowo, pozostaje zawsze czytelna i istotna. Dotyczy to zarówno obrazów na płótnie, jak i prac na papierze. To człowiek i różnorodność ludzkich emocji najbardziej interesowały artystę, który swoją twórczością „pragnął wystawić pomnik” zwykłym ludziom. Zainteresowanie to podziela również Apolonia Dwurnik, uczennica Edwarda, a prywatnie jego córka. Właśnie o tym wspólnym zainteresowaniu opowiada wystawa prac Apolonii i Edwarda Dwurników w Galerii Rzecznej w Rybniku.
Punktem wyjścia dla rybnickiej prezentacji jest seria wczesnych autoportretów Edwarda Dwurnika wykonanych ołówkiem na niewielkich kartkach papieru w 1966 roku.
Dwudziestotrzyletni wówczas artysta przygląda się sobie w lustrze i krótkimi niecierpliwymi pociągnięciami ołówka odwzorowuje na kartce swoje rysy, fryzurę, koszulę, w którą jest ubrany i rysującą rękę. Kameralne autoportrety ukazują uczącego się warsztatu studenta warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Powstały w tym samym czasie malarski autoportret utrzymany w ciemnych zieleniach stanowi swoiste podsumowanie ołówkowych szkiców. Obraz został namalowany z wyczuwalnym mozołem, wielowarstwowo, gęstą farbą, bez lekkości i swobody, które pojawią się w późniejszych pracach.
Portret i studium twarzy od zarania należą do podstawowego repertuaru nauki rysunku i malarstwa.
Nic więc dziwnego, że we wczesnej młodości autoportret i portret zajmują ważne miejsce w dorobku artysty. Dwurnik nie traci ani chwili, cały czas rysuje. Kiedy jest sam, rysuje siebie, a gdy przebywa wśród ludzi, rysuje właśnie ich. Szkicuje sceny na uczelni i w kawiarni, studentów podczas plenerów i matkę w kuchni. Pełnym wdzięku przykładem tych plenerowych portretów jest seria rysunkowa z 1967 roku zatytułowana „Ewa i Przemyk”. Wizerunki Ewy i Przemysława, z którymi Edward Dwurnik studiował i się przyjaźnił, są jednocześnie czułe i precyzyjne. Młodzi adepci ASP, uchwyceni jakby mimochodem, podczas swobodnej rozmowy, stają się dla Dwurnika pretekstem do poszukiwania wizualnego języka, którym będzie mógł opowiadać o człowieku.
Tych wizualnych opowieści powstaje wiele. Na wystawie prezentujemy rysunki z trzech cykli z lat siedemdziesiątych: „Moi bohaterowie”, „Spojrzenia” oraz „Frustracje”. Sportretowani na nich ludzie są ukazani już bardziej schematycznie i ekspresyjnie. Artysta korzysta ze zdobytego doświadczenia i na bazie wcześniejszych obserwacji modela tworzy wyobrażone typy ludzkie. Do kompozycji wprowadza także kolor, dynamizując całość. Mężczyźni i kobiety różnią się nie tylko rysami i fryzurami, lecz także przeżywanymi emocjami. Jest tu sugerowana już przez tytuł jednej z serii frustracja, ale dyskretnie zaznaczone zostają również m.in. złość, zazdrość, antypatia, rozbawienie, zdziwienie czy zaciekawienie. Zbiór rysunków staje się rodzajem łamigłówki, w której kolejnym postaciom możemy przypisywać różne emocje i samodzielnie odgadywać, o czym opowiada artysta.
Dwurnika interesowała kondycja społeczeństwa, ujawniająca się w indywidualnych historiach.
Dlatego wplatał historie i portrety konkretnych osób w większe cykle tematyczne oraz bardziej złożone kompozycje malarskie. Na wystawie praktykę tę sygnalizuje obraz „Jerzyk i Elza” z 1991 roku, należący do cyklu „Sportowcy”. To prosta scena rodzajowa: znajomy malarza, niejaki Jerzyk, został sportretowany przy pracy; napełnia gazem syfony. Obok niego stoi kobieta w czerwonej sukience z małą dziewczynką, z którą zapewne właśnie wróciła ze szkoły.
W dorobku artysty prominentne miejsce zajmuje cykl malarski zatytułowany po prostu „Portret’’. To popis wnikliwej obserwacji modela i malarskiego talentu. Bo w tej fascynującej serii artysta zatrzymuje na płótnie nie tylko fizys i psyche modela. Za każdym razem po zakończeniu zadania portrecisty chwyta cieńszy pędzel i na tym samym płótnie w wolnym miejscu zapisuje imię i nazwisko modela / modelki oraz wszelkie podane mu ważne fakty dotyczące danej osoby. Na portrecie Anny Gierzyńskiej, teściowej artysty, czytamy zatem, że jest związana z czterema miastami („Krakowianka, Warszawianka, Rypinianka, Torunianka”), a na portrecie jej męża Kazimierza, że jest adwokatem i ma 64 lata. Wszystkie te i inne informacje, odręcznie precyzyjnie napisane w przestrzeni właściwego portretu z jednej strony dopowiadają i dookreślają główny temat czyli konkretną jednostkę, która ma nie tylko twarz i ubiór, lecz także imię, nazwisko, wykształcenie, zawód, rodzinę, hobby, etc. Z drugiej strony liternictwo dekoruje i uwspółcześnia niemalże XIX-wieczne portrety, którymi byłyby te obrazy bez tego elementu.
Jednakże w późnym okresie twórczości Dwurnik maluje szereg portretów uproszczonych i ekspresyjnych, pozbawionych rozbudowanej warstwy tekstualnej. Na wystawie prezentujemy dwa autoportrety z 2007 roku oraz trzy monochromatyczne portrety wybitnych pisarzy z 2005 roku (Margaret Atwood, Marguerite Duras, Joseph Conrad). Są tu także dwa portrety grupowe z lat dwutysięcznych: „Piramida” oraz „Dunin Masłowska”. Należą do nieformalnej serii wizerunków różnych osób trzymających się nawzajem na rękach (cykl „Dwudziesty piąty”). Zgodnie z charakterem rybnickiej wystawy występuje tu motyw rodzinny: na pierwszym widzimy żonę artysty Teresę trzymającą na rękach męża, na którego ramionach siedzi córka Pola. Na drugim warszawski wydawca i literaturoznawca Paweł Dunin-Wąsowicz trzyma na rękach pisarkę Dorotę Masłowską.
Wystawa jest prezentacją wybranych realizacji portretowych Edwarda Dwurnika oraz Apolonii (Poli) Dwurnik.
Pola znana jest rybnickiej publiczności jako autorka historii rysunkowej „Pan Marcin”, którą pokazała w 2019 roku w Teatrze Ziemi Rybnickiej na wystawie „Dziewczyna z Rybnika”. Było to 31 rysunków opowiadających o spotkaniu z poetą Marcinem Świetlickim w katowickim Jazzklubie Hipnoza. Głównym elementem tych prac był komiksowy autoportret artystki. Wystawa w Galerii Rzecznej rozwija ten wątek. Na autoportretach, wykonanych w 2025 roku w tej samej co „Pan Marcin” technice gwaszowej, Apolonia mocuje się z własnym wizerunkiem. Podobnie jak jej ojciec sześćdziesiąt lat wcześniej, analizuje odbicie w lustrze, ale jej podejście różni się od skromnych autoportretów Edwarda. Apolonia stroi miny, szczerzy zęby, wystawia język i wytrzeszcza oczy. Bo to wizerunki dojrzałej, prawie 47-letniej artystki, która z łobuzerską dezynwolturą bawi się prastarym tematem. To samo niegrzeczne podejście odnajdujemy w późnych autoportretach Edwarda. Ale gdy cofniemy się w czasie do „Autoportretu Apolonii w wieku 19 lat”, ujrzymy tę samą pokorną uwagę, z jaką Edward rysował siebie w 1966.
Prawdziwą „galerią portretu” pędzla Poli Dwurnik jest seria „Dwunastu mężów Apolonii” z lat 2014-2019.
Jest to dwanaście męskich portretów uosabiających dwanaście kolejnych miesięcy (od stycznia do grudnia), dwanaście etapów ludzkiego życia i dwanaście stanów umysłu. W tych różnorodnych wizerunkach można odnaleźć liczne odwołania do zachodnioeuropejskiej historii malarstwa portretowego, a także wiele motywów z popkultury.
Jeszcze liczniejszą galerią portretu warszawskiej artystki jest tworzona przez nią od 2008 roku seria malarska „Główki”. Składają się na nią bardziej lub mniej stylizowane olejne autoportrety i portrety różnych osób w niewielkim kwadratowym formacie 30 x 30 cm. Na wystawie pokazujemy osiem z nich.
Motywy fantastyczne i literackie, typowe dla malarskiej twórczości Poli Dwurnik znajdziemy także w jej działalności portretowej.
„Pokłon zwierząt” (2015) to trawestacja ryciny Wilhelma Kaulbacha ilustrującej poemat Johanna Wolfganga Goethego „Lis Przechera”. Na królewskim tronie widzimy czarownicę Alcynę, adorowaną przez zwierzęta. Królewski charakter mają także dwa najnowsze rysunkowe autoportrety artystki: „Królowa malarstwa z głowami” i „Królowa malarstwa z Kusamą”. Poza charakterystycznym dla Apolonii motywem królowej malarstwa, mamy tu także typowy dla niej kolaż wielu twarzy wyciętych z innych własnych prac, doprawiony głowami wyciętymi z polskich znaczków pocztowych.
Edward wielokrotnie malował i rysował swoją córkę.
Na wystawie zobaczymy jej trzy portrety. Pierwszy to nigdy wcześniej niepokazywany publicznie klasyczny portret siedzący, do którego Pola pozowała w wieku niespełna 11 lat. Drugi to malowany z wyobraźni portret w obrazie „Piramida”. Trzecim jest mały zgrabny rysunek „Kolacja po wywiadówce’’ wykonany przez Dwurnika spontanicznie przy stole podczas tytułowej kolacji. Apolonia również wielokrotnie portretowała ojca, a na rybnicką wystawę stworzyła obraz „Autoportret, autoportret”, na którym z rozwianym włosem prezentuje widzom wczesne ołówkowe autoportrety ojca.
Apolonia Dwurnik i Edward Dwurnik, córka i ojciec, uczennica i nauczyciel. Gdy Pola była małą dziewczynką całe dnie przesiadywała w pracowni taty i ochoczo wyciągała rękę po pędzel. Gdy miała pięć lat, w 1984 roku, wspólnie namalowali kilka wielkoformatowych obrazów. Jeden z nich, „Po trzydziestu pięciu latach” włączyliśmy do naszej prezentacji. Dolna partia płótna, jasna i barwna, to wizerunki kilku osób, namalowane przez Polę. Górną część obrazu spowija mrok, a z głów wyzierających z ciemności wyrastają krzyże. Skontrastowanie radosnej kreski dziecka z ponurą powagą obrazu dorosłego nadaje pracy głęboko egzystencjalną wymowę. Tytułowe trzydzieści pięć lat różnicy wieku między autorami opowiada o upływie czasu i zmieniającej się wraz z nim perspektywie na świat. Przy czym użyte przez autorów środki są proste: ludzka sylwetka, ludzka twarz i ekspresja barw.
Za życia Edward Dwurnik miał około sto wystaw indywidualnych i wziął udział w ponad trzystu wystawach zbiorowych ale tylko raz zestawiono jego sztukę z pracami Poli Dwurnik.
Wystawa ta odbyła się w legendarnej „Pracowni Dziekanka” w Warszawie jesienią 1985 roku. Pola miała wówczas sześć lat i była to pierwsza wystawa w jej życiu. Pokazano na niej rysunki i grafiki Edwarda poddane „interwencjom” wizualnym Poli, wykonanym za pomocą ołówka i kredki oraz wiele rysunków samej Poli, która w tym czasie intensywnie rysowała własne historie o zwierzętach i ludziach.
Od tej wystawy upłynęło czterdzieści lat. Edwardowi i Poli wielokrotnie proponowano wspólną wystawę, ale Pola nigdy więcej się na taką prezentację nie zgodziła. Choć zawsze w kontakcie i przyjaźni z ojcem, skoncentrowała się na własnej drodze twórczej, indywidualnej i niezależnej od działalności i kariery ojca.
Wystawa w Rybniku jest pierwszą po czterdziestu latach publiczną prezentacja prac ojca i córki.
Apolonia Dwurnik
Tekst kuratorski do odsłuchania nagrany przez Polę Dwurnik
Edward Dwurnik
Edward Dwurnik to jeden z najwybitniejszych polskich artystów wizualnych drugiej połowy XX wieku. Urodził się 19 kwietnia 1943 roku w Radzyminie koło Warszawy. W latach 1963-70 studiował malarstwo, grafikę i rzeźbę na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dyplom obronił w 1970 roku w pracowni malarstwa profesora Eugeniusza Eibischa. Podczas studiów, w 1965 roku zetknął się z twórczością artysty samouka Nikifora Krynickiego (Epifaniusza Drowniaka). Zafascynowany kreską Nikifora przyjął zbliżony styl obrazowania charakteryzujący się płaską plamą barwną i obwodzacym ją wyraźnym konturem. Styl ten rozwijał i modyfikował przez całe życie. Byłniezwykle pracowity i bardzo płodny. Stworzył ponad 8 tysięcy prac na płótnie i blisko 22 tysiące prac na papierze. Jest obecny we wszystkich kolekcjach publicznych w Polsce oraz w wielu muzeach na świecie.
Edward Dwurnik tworzył rozbudowane cykle malarskie, z których najbardziej znane to „Podróże autostopem” ukazujące miasta z lotu ptaka, „Sportowcy” czyli barwny portret Polaków epoki PRL-u oraz „Robotnicy”, cykl dokumentujący walkę polskiego społeczeństwa z komunistyczną władzą. Inne serie malarskie artysty to błękitne morskie pejzaże, kwiatowe kompozycje, a także abstrakcje.
Edward Dwurnik malował w ciągu dnia, wieczorami zaś rysował. Każdy z jego cykli malarskich znajduje odbicie w wielu rysunkowych, graficznych, gwaszowych i kolażowych kompozycjach na papierze.
Wśród najważniejszych wystaw, na których były pokazywane prace Edwarda Dwurnika są: „documenta 7” w Kassel (1982), „Nouvelle Biennale de Paris” w Paryżu (1985), „Der Riss im Raum” w Martin-Gropius-Bau w Berlinie (1994-1995), „Uważaj wychodząc z własnych snów. Możesz się znaleźć w cudzych” w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie, „Obok. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce” w Martin-Gropius-Bau w Berlinie (2011) oraz „Future Present” w Schaulager w Bazylei (2015). Obecnie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie trwa indywidualna wystawa Edwarda Dwurnika “Duma I wstyd”.
Edward Dwurnik zmarł 28 października 2018 roku w swoim domu na warszawskiej Sadybie. Od 2023 roku w budynku przylegającym działa założona przez Apolonię Dwurnik Fundacja Edwarda Dwurnika opiekująca się spuścizną i archiwum artysty.
Apolonia (Pola) Dwurnik
Artystka wizualna urodzona w 1979 roku w Warszawie. Główne obszary jej działalności to malarstwo olejne. rysunek w jego wielu odmianach, kolaż, litografia oraz działalność wydawnicza i redaktorska. Jest twórczynię dziewięciu autorskich książek artystycznych, z których siedem to artbooki w całości przez nią narysowane.
Pola Dwurnik jest absolwentką historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim (2004). Rysunku, fotografii i malarstwa uczyła się w pracowniach swoich rodziców – Teresy Gierzyńskiej i Edwarda Dwurnika. W latach 2004-2005 stypendystka i rezydentka Laurenz-Haus Stiftung w Bazylei.
Obrazy i rysunki Poli Dwurnik były pokazywane na wystawach zbiorowych i solowych m.in. w Harkawik Gallery w Nowym Jorku, Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w Warszawie, CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, Trafostacji Sztuki w Szczecinie, Galeriach BWA w Tarnowie, Kaliszu, Jeleniej Górze, Zielonej Górze i Nowym Sączu, Galerii Arsenał w Białymstoku, HAU2 w Berlinie, Narodowym Muzeum Sztuki XXI wieku MAXXI w Rzymie, Kunsthaus Baselland w Bazylei, Ausstellungsraum Klingental w Bazylei, Daniel Benjamin Gallery w Londynie i innych.
Prace Poli Dwurnik znajdują się w publicznych kolekcjach Muzeum Narodowego w Gdańsku, Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, Muzeum Współczesnego Wrocław, POLIN w Warszawie, Muzeum Warszawy, Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej, MCSW Elektrownia w Radomiu, Pałacu Schoena w Sosnowcu, Kolekcji Krupa we Wrocławiu, Folta Collection we Wroclawiu, Dela Art Collection, The Bunker Artspace w West Palm Beach, oraz w kolekcjach prywatnych na całym świecie.
Pola Dwurnik mieszka i pracuje w Warszawie.
ENG.
SELF-PORTRAIT, PORTRAIT
When we think of the work of Edward Dwurnik, one of the most distinguished and prolific Polish artists of recent decades, we tend to think of cities seen from above, colourful portraits of the inhabitants of the Polish People’s Republic, dark scenes from the period of the martial law, and rows of red and yellow tulips. Yet a closer look at the artist’s oeuvre reveals that the human face appears in the vast majority of his works. Portrayed in many different ways, with varying degrees of detail, it remains consistently legible and significant. This applies both to his paintings on canvas and to his works on paper. It was the human being, and the diversity of human emotions, that interested the artist most — an artist who, through his work, sought to “erect a monument” to ordinary people. This interest is shared by Apolonia Dwurnik, Edward’s student and, privately, his daughter. It is precisely this shared fascination that lies at the heart of the exhibition of works by Apolonia and Edward Dwurnik at Galeria Rzeczna in Rybnik.
The starting point for the Rybnik presentation is a series of early self-portraits by Edward Dwurnik, drawn in pencil on small sheets of paper in 1966.
At the time twenty-three years old, the artist looks at himself in the mirror and, with short, impatient pencil strokes, records his features, hairstyle, shirt, and the hand doing the drawing. These intimate self-portraits reveal a Warsaw Academy of Fine Arts student still learning his craft. A painted self-portrait from the same period, dominated by dark greens, serves as a kind of summation of the pencil studies. The painting was executed with palpable effort, layer upon layer, in dense paint, without the lightness and freedom that would emerge in his later work.
Portraiture and the study of the face have, from the very beginnings of art education, formed a fundamental part of learning to draw and paint.
It is therefore hardly surprising that, in his early years, the self-portrait and portrait occupied an important place in Dwurnik’s work. He did not waste a moment: he was constantly drawing. When he was alone, he drew himself; when he was among people, he drew people. He sketched scenes at the Academy and in cafés, students during plein-air sessions, and his mother in the kitchen. A particularly graceful example of these plein-air portraits is the series of drawings from 1967 entitled Ewa i Przemyk. The portraits of Ewa and Przemysław, fellow students and friends of Edward Dwurnik, are at once tender and precise. The young art students, captured almost casually in the midst of an informal conversation, become for Dwurnik an opportunity to search for a visual language through which he could tell the story of the human being.
Many such visual narratives followed. The exhibition presents drawings from three series dating from the 1970s: Moi bohaterowie [My Heroes], Spojrzenia [Gazes], and Frustracje [Frustrations]. The people depicted in them are rendered in a more schematic and expressive manner. Drawing on the experience Dwurnik had accumulated and on his earlier observations of individual sitters, the artist creates imagined human types. He also introduces colour into the compositions, lending them greater dynamism. Men and women differ not only in their features and hairstyles, but also in the emotions they experience. Frustration, already suggested by the title of one of the series, is joined by more discreetly indicated states such as anger, jealousy, antipathy, amusement, surprise, and curiosity. The collection of drawings becomes a kind of puzzle, inviting us to assign different emotions to the figures and to guess for ourselves what the artist is telling us.
Dwurnik was interested in the condition of society as revealed through individual stories.
For this reason, he wove the stories and portraits of specific individuals into larger thematic cycles and more complex pictorial compositions. The exhibition signals this practice with the 1991 painting Jerzyk i Elza, from the Sportowcy [Sportsmen] series. It is a simple genre scene: a friend of the painter, a man named Jerzyk, is portrayed at work, filling soda siphons with gas. Beside him stands a woman in a red dress with a little girl, presumably just returned from school.
A prominent place in the artist’s oeuvre is occupied by the series simply titled Portret [Portrait]. It is a tour de force of close observation and painterly talent. In this fascinating series, the artist captures on canvas not only the sitter’s physiognomy and psyche. Once the portrait is finished, he takes up a thinner brush and, in an empty area of same canvas, records the sitter’s first and last name, together with whatever significant facts about that person they have told him. Thus, on the portrait of Anna Gierzyńska, the artist’s mother-in-law, we learn that she is associated with four cities: “Krakowianka, Warszawianka, Rypinianka, Torunianka” — while the portrait of her husband, Kazimierz, tells us that he is a lawyer and sixty-four years old. All this information, precisely inscribed by hand within the space of the portrait, both supplements and further defines its principal subject: a particular individual who has not only a face and clothing, but also a name, education, profession, family, hobbies, and so on. At the same time, the lettering decorates and brings a contemporary dimension to what would otherwise be almost nineteenth-century portraits.
In the later period of his career, however, Dwurnik painted a number of simplified and expressive portraits stripped of this elaborate textual layer. The exhibition includes two self-portraits from 2007 and three monochromatic portraits of distinguished writers from 2005: Margaret Atwood, Marguerite Duras, and Joseph Conrad. There are also two group portraits from the 2000s, Piramida [Pyramid] and Dunin–Masłowska. They belong to an informal series depicting different people holding one another up, known as the Dwudziesty piąty [Twenty-Fifth] cycle. In keeping with the family dimension of the Rybnik exhibition, the first painting depicts the artist’s wife, Teresa, holding her husband in her arms, while their daughter Pola sits on his shoulders. In the second, the publisher and literary scholar Paweł Dunin-Wąsowicz holds the writer Dorota Masłowska.
The exhibition presents selected portraits by Edward Dwurnik and Apolonia (Pola) Dwurnik.
Pola is known to audiences in Rybnik as the author of the graphic narrative Pan Marcin [Mr Marcin], which she presented in 2019 at Teatr Ziemi Rybnickiej at the exhibition Dziewczyna z Rybnika [The Girl from Rybnik]. The work consisted of thirty-one drawings recounting a conversation with the poet Marcin Świetlicki at Jazzklub Hipnoza in Katowice. The central element of these works was the artist’s comic-style self-portrait. The exhibition at Galeria Rzeczna develops this thread further. In the self-portraits made in 2025 using the same gouache technique as in Pan Marcin, Apolonia wrestles with her own image. Like her father sixty years earlier, she studies her reflection in the mirror, but her approach differs from Edward’s restrained self-portraits. Apolonia pulls faces, bares her teeth, sticks out her tongue, and opens her eyes wide. These are the self-portraits of a mature, almost forty-seven-year-old artist who approaches this ancient subject with mischievous irreverence. The same cheeky attitude can be found in Edward’s late self-portraits. Yet if we go back in time to Autoportret w wieku 19 lat [Self-Portrait at the Age of 19], we encounter the same humble attentiveness with which Edward drew himself in 1966.
A true “gallery of portraits” in Pola Dwurnik’s oeuvre is the series Dwunastu mężów Apolonii [The Twelve Husbands of Apolonia], created between 2014 and 2019.
The series consists of twelve male portraits embodying the twelve successive months of the year, twelve stages of human life, and twelve states of mind. These diverse images contain numerous references to the history of Western European portrait painting, as well as a wealth of motifs drawn from popular culture.
An even more extensive gallery of portraits by the Warsaw-based artist is the painting series Główki [Heads], which she has been creating since 2008. It consists of more or less stylised oil self-portraits and portraits of various people, all in the small square format of 30 × 30 cm. Eight of them are presented in the exhibition.
Fantastic and literary motifs, characteristic of Pola Dwurnik’s painting, also find their way into her portraiture.
Pokłon zwierząt [The Adoration of the Animals] (2015) is based on an engraving by Wilhelm Kaulbach illustrating Johann Wolfgang Goethe’s poem Reineke Fuchs [Reynard the Fox]. On a royal throne sits the witch Alcina, adored by animals. A regal character also defines two of the artist’s most recent drawn self-portraits: Królowa malarstwa z głowami [Queen of Painting with Heads] and Królowa malarstwa z Kusamą [Queen of Painting with Kusama]. Alongside Apolonia’s characteristic motif of the Queen of Painting, these works feature another of her recurring art techniques: a collage of numerous faces cut from her own earlier works, supplemented by heads cut from Polish postage stamps.
Edward painted and drew his daughter many times.
Three of these portraits are included in the exhibition. The first is a classical seated portrait that has never before been shown publicly, for which Pola sat when she was almost eleven years old. The second is an imaginary portrait incorporated into the painting Piramida [Pyramid]. The third is a small, delicate drawing entitled Kolacja po wywiadówce [Dinner After the Parents’ Meeting], made spontaneously by Dwurnik at the table during the dinner referred to in its title. Apolonia, too, portrayed her father many times. For the Rybnik exhibition she created the painting Autoportret, autoportret [Self-Portrait, Self-Portrait], in which, with her hair blown loose, she presents her father’s early pencil self-portraits.
Apolonia Dwurnik and Edward Dwurnik: daughter and father, student and teacher. When Pola was a little girl, she spent entire days in her father’s studio, eagerly reaching for a paintbrush. In 1984, when she was five years old, they painted several large-scale works together. One of them, Po trzydziestu pięciu latach [After Thirty-Five Years], is included in this exhibition. The lower part of the canvas, bright and colourful, contains figures painted by Pola. The upper section is shrouded in darkness, with crosses emerging from the heads that appear within it. The contrast between the child’s joyful line and the sombre gravity of the adult’s image gives the work a deeply existential dimension. The thirty-five years of age difference referred to in the title speak of the passage of time and of the changing perspective on the world. The means employed by both artists are simple: the human figure, the human face, and the expressive power of colour.
During his lifetime, Edward Dwurnik had around one hundred solo exhibitions and participated in more than three hundred group exhibitions. Yet his work was shown alongside that of Pola Dwurnik only once.
That exhibition took place at the legendary Pracownia Dziekanka in Warsaw in the autumn of 1985. Pola was six years old at the time, and it was the first exhibition of her life. It featured Edward’s drawings and prints subjected to Pola’s visual “interventions”, made with pencil and crayon, alongside numerous drawings by Pola herself, who at the time was intensely engaged in creating her own stories about animals and people.
Forty-one years have passed since that exhibition. Edward and Pola were repeatedly invited to exhibit together, but Pola never agreed to such a presentation again. Although she remained close to her father throughout his life, she chose to pursue her own artistic path, one that was individual and independent of her father’s work and career.
The exhibition in Rybnik is the first public presentation of works by father and daughter together in forty-one years.
Edward Dwurnik
Edward Dwurnik was one of the most important Polish visual artists of the second half of the twentieth century. Born on 19 April 1943 in Radzymin near Warsaw, he studied painting, printmaking and sculpture at the Academy of Fine Arts in Warsaw from 1963 to 1970. He graduated in 1970 from the painting studio of Professor Eugeniusz Eibisch.
A decisive influence on Dwurnik’s artistic development came in 1965, when, while still a student, he encountered the work of the self-taught artist Nikifor Krynicki (Epifaniusz Drowniak). Fascinated by Nikifor’s distinctive line, Dwurnik developed a related visual language based on flat areas of colour enclosed by bold contours. He continued to refine and transform this characteristic style throughout his career.
Exceptionally prolific, Dwurnik produced more than 8,000 paintings on canvas and nearly 22,000 works on paper. His work is represented in public collections throughout Poland and in numerous museums internationally.
Dwurnik is particularly known for his extensive series of paintings. „Travels by Hitchhiking” („Podróże autostopem”) presents cities viewed from above, while „Sportsmen” („Sportowcy”) offers a vivid portrait of Polish society during the communist era. „Workers” („Robotnicy”) documents the tensions and struggles of Polish society under communist rule. Other important bodies of work include blue seascapes, floral compositions and abstract paintings.
Dwurnik painted during the day and drew in the evenings. His major painting series were accompanied by numerous works on paper, including drawings, prints, gouaches and collages, creating an extensive parallel record of his artistic practice.
His work has been presented at numerous major international exhibitions, including „documenta 7” in Kassel (1982), „Nouvelle Biennale de Paris” in Paris (1985), „Der Riss im Raum” at Martin-Gropius-Bau in Berlin (1994–1995), „Watch Out When Leaving Your Own Dreams. You May Find Yourself in Someone Else’s” at Zachęta – National Gallery of Art in Warsaw, „Side by Side. Poland – Germany. 1000 Years of Art and History” at Martin-Gropius-Bau in Berlin (2011), and „Future Present” at Schaulager in Basel (2015).
In 2026, the Museum of Modern Art in Warsaw is presenting a solo exhibition of Dwurnik’s work, „Pride and Shame”.
Edward Dwurnik died on 28 October 2018 at his home in Warsaw’s Sadyba district. Since 2023, the building next door has been home to the Edward Dwurnik Foundation, established by Apolonia Dwurnik to preserve and care for the artist’s legacy and archive.
Apolonia (Pola) Dwurnik
Apolonia (Pola) Dwurnik is a visual artist born in Warsaw in 1979. Her practice encompasses oil painting, drawing in its various forms, collage, lithography, as well as publishing and editorial work. She is the author of nine artist’s books, seven of which are art books entirely drawn by her.
Dwurnik graduated in Art History from the University of Warsaw in 2004. She studied drawing, photography and painting in the studios of her parents, Teresa Gierzyńska and Edward Dwurnik. In 2004–2005, she was a scholarship holder and resident at Laurenz-Haus Stiftung in Basel.
Pola Dwurnik’s paintings and drawings have been presented in solo and group exhibitions at institutions and galleries including Harkawik Gallery in New York, Zachęta – National Gallery of Art in Warsaw, Ujazdowski Castle Centre for Contemporary Art in Warsaw, MOCAK Museum of Contemporary Art in Kraków, Trafostacja Sztuki in Szczecin, BWA galleries in Tarnów, Kalisz, Jelenia Góra, Zielona Góra and Nowy Sącz, Galeria Arsenał in Białystok, HAU2 in Berlin, MAXXI – National Museum of 21st Century Arts in Rome, Kunsthaus Baselland in Basel, Ausstellungsraum Klingental in Basel, Daniel Benjamin Gallery in London, and elsewhere.
Her works are held in public collections including the National Museum in Gdańsk, MOCAK Museum of Contemporary Art in Kraków, Wrocław Contemporary Museum, POLIN Museum of the History of Polish Jews in Warsaw, Museum of Warsaw, Bielska BWA Gallery in Bielsko-Biała, MCSW Elektrownia in Radom, Schoen Palace in Sosnowiec, Krupa Art Foundation Collection in Wrocław, Folta Collection in Wrocław, Dela Art Collection, and The Bunker Artspace in West Palm Beach, as well as in private collections around the world.
Pola Dwurnik lives and works in Warsaw.
ENGLISH BELOW
4 pory… obecności to moja opowieść o kobiecie, która nie potrzebuje imienia, by być boginią. Na przestrzeni ostatnich lat tematyka moich prac oscylowała wokół temperatur emocjonalnych przenikających kobiecą treść istnienia – jej wyjątkowość, wręcz nadprzyrodzoną siłę tworzenia, łączność z naturą ale i utratę siebie na poczet nowej. Nie odwołuję się do jednej, konkretnej postaci – ona jest współczesnym określeniem „obecności” kobiecej energii, wpisanym jednocześnie w cykl natury, w porządek świata, umysłu i emocji. Jej ciało nie jest granicą, lecz miejscem przejścia: raz promieniuje ku górze złotymi nićmi, raz rozpuszcza się w barwie, we mgle, w cieniu.
Tytuł świadomie odrywa się od dosłownych pór roku, zachowując jedynie ich rytm – cztery odsłony tego samego stanu bycia kobietą – jednocześnie, jako różne stany skupienia tej samej siły. Prace zebrane w cyklu pokazują ciało, które nigdy nie jest zamkniętą, stabilną formą z wytyczoną granicą. Prawie zawsze jest w trakcie stawania się, rozpuszczania lub wyłaniania – otoczone nićmi, liniami, pasmami koloru, które przekraczają granicę skóry i łączą postać z tym, co ją otacza. Nić, korzeń, promień i smuga barwy stają się w moich pracach głównym motywem, wizualnym opowiadającym o przenikalności ciała i psychiki.
Kolorystyka podąża za emocjonalnym rytmem cyklu – od stłumionej, dymnej ciemności, przez zmysłową, rozlaną paletę błękitów i różu, po ziemiste, rdzawe napięcie i chłodny, wygaszony mrok. Zmienia się też stopień rozpuszczenia formy: od sylwetki ledwie wyłaniającej się z tła, przez ciało całkowicie stopione w kolorze, po postać niosącą w sobie ciężar i wreszcie zanikającą w bezkształtnej mgle.
To nie ilustracja wierzeń, lecz ich ślad – pamięć o tym, że kobiecość od zawsze nosiła w sobie coś nieoswojonego i świętego. Ubrana jest jednocześnie w kruchość i wrażliwość wtopioną w siłę, moc i upór. Współczesność stara się tę wielowymiarowość oswoić, spłaszczyć, uczynić bezpiecznym. Wystawa się temu wymyka.
Obecność, o której mówi cykl, nie jest bierna. To aktywna forma trwania – w ciele, w naturze, we wszechświecie – niezależna od spojrzenia z zewnątrz, niepotrzebująca potwierdzenia, by istnieć w pełni. Kobieta w tych obrazach nie przedstawia natury ani boskości – ona jest jednym i drugim, w każdej ze swoich czterech, jednocześnie obecnych, odsłon.
Katarzyna Koch
ENG
4 Seasons… of Presence is my story about a woman who needs no name to be a goddess. Over the past few years, the subject matter of my work has revolved around the emotional temperatures permeating the feminine substance of existence – its uniqueness, its almost supernatural power of creation, its connection to nature, but also the loss of self in favor of a new one. I am not referring to one specific figure – she is a contemporary expression of the „presence” of feminine energy, inscribed at once in the cycle of nature, in the order of the world, the mind, and the emotions. Her body is not a boundary but a place of passage: at times radiating upward in golden threads, at times dissolving into color, into mist, into shadow.
The title deliberately breaks away from the literal seasons of the year, retaining only their rhythm – four scenes of the same state of being a woman, at once different states of aggregation of the same force. The works gathered in the cycle show a body that is never a closed, stable form with a defined boundary. It is almost always in the process of becoming, dissolving, or emerging – surrounded by threads, lines, streaks of color that cross the boundary of the skin and connect the figure with what surrounds it. Thread, root, ray, and streak of color become the main motif in my work, a visual language telling of the permeability of body and psyche.
The color palette follows the emotional rhythm of the cycle – from muted, smoky darkness, through a sensual, diffused palette of blues and pinks, to an earthy, rust-toned tension and a cool, extinguished gloom. The degree to which the form dissolves also changes: from a silhouette barely emerging from the background, through a body completely melted into color, to a figure carrying weight within itself, and finally fading into shapeless mist.
This is not an illustration of beliefs, but their trace – a memory that femininity has always carried within it something untamed and sacred. She is clothed at once in fragility and sensitivity fused with strength, power, and persistence. The contemporary world tries to tame this multidimensionality, to flatten it, to make it safe. The exhibition escapes that.
The presence spoken of in this cycle is not passive. It is an active form of endurance – in the body, in nature, in the universe – independent of the outside gaze, needing no confirmation to exist fully. The woman in these paintings does not represent nature or divinity – she is both, in each of her four, simultaneously present, incarnations.
Katarzyna Koch
ENGLISH BELOW
W moim fotograficznym projekcie Terra Innominata odsłaniam kawałek mitycznego lądu gdzie zaczyna i kończy się uniwersalna wędrówka po meandrach ludzkiej psychiki, która często wybiera cień na swoje schronienie. Ukazane miejsca to efekt przenikania przestrzeni i emocji, to mapa lądu pełnego miejsc ważnych, nieobojętnych naszej duchowości, mocno jednak niejednoznacznych, często melancholijnych i ulotnych, przez co niemożliwych do nazwania. Obrazy to opowieści, w których czas zaciera wspomnienia o rzeczywistości pozwalając naszej osobowości przeniknąć do ukrytych znaczeń, przeżyć, napięć.
Posługuję się tu techniką wielokrotnej ekspozycji. Poprzez ten zabieg unikam jednoznaczności, gubię punkt odniesienia. Sprawiam, że widz staje naprzeciwko innego, stworzonego przez multiplikację przenikających się wzajemnie obrazów, zupełnie odrębnego wizualnie świata. Nie są to już pejzaże zapisywane w rzeczywistości – stają się pretekstem, by poprzez nie przeniknąć do indywidualnych stanów ducha.
Fotografie zamykam w formy tryptyków i dyptyków. Wzajemne oddziaływanie zestawionych obrazów rozszerza horyzont, wydłuża podróż, wypełnia przestrzeń echami podobieństwa symboli czy miejsc. Mnogość obrazów nasyca roztaczany przed nami świat podświadomości.
Pejzaż (jak i cała fotografia) – nigdy nie jest obiektywny. Możemy tylko negocjować ilość osobistej wizji. W pejzażach Marcina Kurana sprawa jest pod tym względem prostsza. Tu nie tylko wybór kadru czy format coś znaczą. Tych pejzaży po prostu nie ma w realnym świecie. Są może miejsca podobne, wyglądające jakby tu. Staramy się odizolować obrazy, działamy na logikę, w końcu się dowiemy. No ale nie.
Reminiscencje. Jeśli porzucimy potrzebę odnajdowania miejsc, rozpoznawania tych przestrzeni, szukania w pamięci podobieństw, sprawa staje się prostsza. Teoretycznie. Bo nie o miejsca w ogóle chodzi. Bardziej o stany, o kompozycje, z którymi zagramy. Coś zarezonuje.
Kuran od przeszło 20 lat fotografuje głównie techniką wielokrotnej ekspozycji. Tylko on rozpoznaje te miejsca. Nawet nie tyle umiejscawia w przestrzeni, co na jakiejś emocjonalnej mapie. Tu się coś zdarzyło, padł promień światła, tam liście/trawy/kamienie ułożyły się w swój unikalny obraz. Te zaś stały się źródłem przeżycia, chwili, napięcia. Miejsca, których nie ma, nie zostały nazwane, sklasyfikowane, zdobyte. Chociaż trochę zdobyte jednak tak, po to by przekazać zupełnie inne treści. W tych kadrach nie ma jednoznaczności, nie ma jednego pewnika. Nałożenie kadrów w momencie ekspozycji stwarza kompletnie inny świat. Wydaje się, że potrzeba zupełnie innych map niż nam znane, by się w tym świecie poruszać. Ale my mamy wszystkie narzędzia by się w tym świecie odnaleźć. Autor nas prowadzi. To już nie jest tylko jego świat i jego przeżycia.
tekst: Joanna Kinowska
BIO
Marcin Kuran – rocznik ‘75. Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz Warszawskiej Szkoły Fotografii, którą ukończył dyplomem w pracowni dr. hab. Mariana Schmidta zatytułowanym „Pejzaże wewnętrzne”. Artysta posługuje się głównie techniką wielokrotnej ekspozycji nadając swoją wizję otaczającej go rzeczywistości. Uczestniczył w wystawach zbiorowych i tworzył wystawy indywidualne Opolski Festiwal Fotografii – 2023r., Galeria Ratusz (Zamość 2024), Galeria Dobro – MOK (Olsztyn 2025). Debiutował również prezentacjami multimedialnymi na festiwalach artystycznych: FotoFestiwal (Łódź 2004), PROGRESSteron (Katowice 2005). Autor mieszka i pracuje w niewielkiej mazurskiej miejscowości Likusy oraz w Warszawie.
ENG
In my photographic project Terra Innominata, I reveal a fragment of a mythical land where the universal journey through the winding paths of the human psyche begins and ends—a place where the shadow so often becomes its refuge. The landscapes presented here emerge from the convergence of space and emotion, forming a map of places that are deeply significant to our inner lives, yet remain profoundly ambiguous, melancholic, and fleeting, resisting any attempt to name them. These images tell stories in which time erases the memory of reality, allowing our consciousness to enter hidden meanings, emotions, and tensions.
Throughout the project, I employ the technique of multiple exposure. By layering images, I deliberately evade certainty and dissolve fixed points of reference. The viewer is confronted with a world born from the multiplication and interpenetration of images—a visual realm entirely distinct from the one we inhabit. These are no longer landscapes recorded from reality; rather, they become a gateway into individual states of mind.
The photographs are presented as diptychs and triptychs. The dialogue between adjacent images broadens the horizon, prolongs the journey, and fills the space with echoes of recurring symbols and places. Their multiplicity enriches the subconscious world that gradually unfolds before the viewer.
Landscape—as with photography itself—is never objective. At best, we can negotiate the extent of personal vision it contains. In Marcin Kuran’s landscapes, however, the matter is in some ways simpler. Here, meaning lies not only in the choice of frame or format. These landscapes simply do not exist in the real world. There may be places that resemble them, places that seem almost familiar. We instinctively try to isolate the images, to apply logic, convinced that sooner or later we will identify them. But we never do.
Reminiscences. Once we abandon the need to locate these places, to recognise them, or to search our memory for their real-world counterparts, everything becomes easier—or so it seems. For this work is not really about places at all. It is about states of being, about visual compositions that invite us into dialogue. Something begins to resonate.
For more than two decades, Kuran has worked primarily with the technique of multiple exposure. Only he recognises these places. Rather than locating them geographically, he situates them on an emotional map. Here, something once happened; there, a shaft of light appeared; elsewhere, leaves, grasses, or stones arranged themselves into a singular image. Each became the source of an experience, a fleeting moment, a subtle tension. These are places that do not exist—places that have never been named, classified, or conquered. And yet, in a sense, they have been explored, only so they might communicate something entirely different.
There is no single certainty in these images, no definitive interpretation. The layering of exposures gives rise to a world that exists according to its own logic. It seems to require maps unlike any we have known. Yet we already possess every tool needed to navigate it. The artist becomes our guide. What unfolds before us is no longer solely his world or his experience—it gradually becomes our own.
Exhibition text by Joanna Kinowska
BIO
Marcin Kuran (b. 1975) is a Polish photographer and visual artist. He graduated from the Faculty of Management at the University of Warsaw and from the Warsaw School of Photography, where he completed his diploma project, Inner Landscapes, under the supervision of Dr. hab. Marian Schmidt.
Kuran’s artistic practice is centred on the technique of multiple exposure, through which he constructs his own distinctive vision of the surrounding world. His work has been presented in numerous group and solo exhibitions, including the Opole Festival of Photography (2023), Ratusz Gallery in Zamość (2024), and Dobro Gallery at the Municipal Centre of Culture in Olsztyn (2025). Earlier in his career, he presented multimedia projects at major photography and art festivals, including FotoFestiwal in Łódź (2004) and PROGRESSteron in Katowice (2005).
The artist lives and works between the small Masurian village of Likusy and Warsaw.
ENGLISH BELOW
Jestem rybnickim artystą niezależnym: fotografem, producentem muzycznym i animatorem kultury. Jestem też wieloletnim członkiem kolektywu fotografików „M6”. Urodziłem się w Rydułtowach i od dzieciństwa jestem mocno związany ze Śląskiem, jego kulturą i historią. Z tego też względu, odkąd zamieszkałem w Rybniku traktuję całe to miasto jak swój dom i własną artystyczną pustelnię. Moją pasją jest eksploracja przestrzeni miejskiej aby poznawać ją z bliska i być w niej dobrym mieszkańcem, gospodarzem i jej reprezentantem.
W swojej twórczości nawiązuję szeroko do kultury ulicy, która wyraża się w sposób organiczny poprzez stan przestrzeni publicznej utrzymywanej i uczęszczanej przez ludzi oraz przez artefakty w niej się znajdujące. Interesują mnie detale budynków, elementy infrastruktury, parki i miejsca rekreacji, a także przedmioty i samochody, które spotykam w czasie swojej eksploracji. Nierzadko widoki skupiające moją uwagę mają w sobie aspekt nieco humorystyczny pokazując drobne usterki, efekty wandalizmu bądź specyficznego użytkowania infrastruktury miejskiej. Zdjęcia te jednak nie mają w żaden sposób oceniać fotografowanego stanu rzeczy a jedynie uwieczniać to co jest dla mnie bliskie i swojskie.
Wśród legend fotografii największym idolem jest dla mnie William Eggleston, który w 1976 roku zadebiutował w nowojorskim MoMA wystawą zdjęć odróżniających się od kanonu ówczesnej sztuki. Eggleston skupia bowiem swoją uwagę na kadrach codziennych: na żarówce zwisającej z sufitu, na rowerku dziecięcym porzuconym na parkingu, na zderzaku samochodu zaparkowanego przy zaśmieconym krawężniku. Wśród odbiorców jego sztuki ukute zostało określenie „fotografia demokratyczna”, które wydaje się być doskonałe dla zwięzłego opisania gatunku, do którego zaliczyłbym swoją twórczość.
W 2024 roku we współpracy z Muzeum im. o. Emila Drobnego w Rybniku, wydałem książkę fotograficzną pt. „Prymityw”. Tytuł ten na wielu płaszczyznach koresponduje z tematyką moich zdjęć przez dekompozycję wielu znaczeń tego słowa. Kulturę ulicy można interpretować jako prymitywną, nieokrzesaną. Fotografia analogowa – moje podstawowe medium – w dobie nowoczesnej fotografii cyfrowej również może być uznana za technikę prymitywną.
„Prymityw” to także termin w geometrii określający podstawową figurę, która jest elementem składowym bardziej złożonych kształtów. W swojej pracy twórczej bardzo często poświęcam uwagę geometrycznym relacjom pomiędzy obiektami przedstawionymi w kadrze. Nierzadko znajduję kompozycje składające się z korespondujących ze sobą elementów, które w kontekście wykonanego zdjęcia wydają się opowiadać swoją historię lub inspirować do zadawania pytań o celowość lub przypadkowość relacji pomiędzy nimi.
Wystawa „Prymityw” przedstawia selekcję fotografii zarówno kolorowych jak i czarno-białych, tworzących cztery zestawy obrazów reprezentujących trzy kategorie dominujące w moim portfolio: miejskie krajobrazy, uliczne detale oraz wszechobecne samochody. Prezentując ten zestaw zdjęć pragnę zaprosić odbiorców do podjęcia próby dostrzeżenia piękna w widokach zwyczajnych, czasem prostych a wręcz prymitywnych, ale jednak będących nieodłącznymi składowymi codziennego życia w Rybniku.
ENG
I am an independent artist: photographer, music producer and culture animator. I am also a longtime member of “M6” photographer’s collective. I was born in Rydułtowy and from childhood have been strongly tied to Silesia, its culture and history. Because of that, when I settled in Rybnik I started regarding the whole city as my home and my artistic hermitage. I like to indulge in exploration of the city’s space to experience it closer and be a good citizen, host and representative of it.
My artistic work relates widely to the street culture which expresses itself in an organic way through the condition of the environment maintained and attended by people, and through the artifacts that can be found in it. I’m drawn to details of buildings, elements of infrastructure, parks and recreation spaces as well as specific things and cars left in public spaces. My attention often focuses on some humorous aspects through exposing small defects, aftermath of vandalism or curious uses of city’s infrastructure. However, my photographs are not meant to judge the subject but rather depict what is close and homely for me.
Among legends of photography one that I admire the most is William Eggleston who in 1976 debuted in NY’s MoMA with an exhibition that distinguished itself from the canon of art at the time. That’s because Eggleston focuses on daily snapshots: a light bulb hanging from the ceiling, a kid’s tricycle left on a parking spot, a bumper of a car parked near littered curb. Commentators of his works coined the term „democratic photography” which seems to be a perfect way to describe the genre that my work fits into.
In 2024, together with Fr Emil Drobny Museum in Rybnik I released a photo book titled „Prymityw”. The title (a polish word meaning „primitive”) on many levels corresponds with the topic of my art through a decomposition of the many meanings of the word. The street culture can be interpreted as primitive and wild. Analog photography – my chosen medium – in light of the contemporary digital technology also can be regarded as primitive.
The term „primitive” is also used in geometry to describe a basic shape than may be a building block of some bigger structures. In my photographic work I’m paying special attention to geometric relations between depicted subjects. I frequently find compositions of elements corresponding to each other that seem to be telling some kind of story in the context of the photo. These compositions may inspire wonder about the real relatedness or randomness of these connections.
The exhibition „Prymityw” presents selection of photographs, both color and black-and-white, which form four sets of pictures representing three categories that are the most dominant in my portfolio: cityscapes, street details and omnipresent automobiles. By sharing these works I would like to invite the audience to try to notice beauty in views that are ordinary, sometimes simple or even primitive, but which nevertheless are inseparable parts of the daily life in Rybnik.
W każdy wtorek w Zespole Edukacyjno-Artystycznym „Przygoda” spotyka się grupa 11 młodych osób, których łączy nie tylko fotograficzna pasja, ale też zwyczajna radość bycia razem. Od kilku lat konsekwentnie rozwijają swój warsztat, eksperymentują, uczą się patrzeć uważniej i opowiadać historie za pomocą kadrów.
Inspiracji szukają wszędzie podczas spacerów po Rybniku. W parkowych alejkach, ale i w tętniącym życiem Śródmieściu. Chętnie dokumentują codzienność swojej placówki, dostrzegając piękno w pozornie zwykłych momentach.
Ich zaangażowanie przynosi efekty. Mają już na koncie wystawy w Edukatorium Juliusz, a teraz zaprezentują swoje prace w Galerii Sztuki Rzeczna. Ekspozycja „Różne oblicza Rybnika” to nowe spojrzenie na dobrze znane nam miejsca. Pokazane z perspektywy bardzo młodych oczu, pełnych wrażliwości i ciekawości świata.
Fotografia bywa próbą ocalenia świata – zanim zdąży się zmienić, rozpłynąć, zniknąć. Jak zauważył Henri Cartier-Bresson, jest zatrzymaniem rzeczywistości w jej najbardziej ulotnym momencie. Susan Sontag widziała w niej świadka czasu, Roland Barthes – świadomy wybór tego, co warte zapamiętania, a Andrzej Zygmuntowicz – pamięć wzroku, która trwa mimo przemijania.
Wystawa „Różne oblicza Rybnika” wyrasta właśnie z takiej potrzeby zatrzymania chwili. To zapis spojrzeń młodych twórców z Zespołu Edukacyjno-Artystycznego „Przygoda”, którzy przez ostatni rok uważnie przyglądali się przestrzeni swojego miasta. Ich fotografie nie są jedynie dokumentacją – są interpretacją, emocją, próbą uchwycenia tego, co często umyka w codziennym pośpiechu.
W kadrach odnajdziemy dobrze znane miejsca: zabytkową Kopalnię Ignacy, miejskie parki, okolice rynku czy tętniący życiem deptak. Jednak dzięki wrażliwości autorów zyskują one nowe znaczenia – stają się opowieścią o świetle, rytmie miasta i relacji człowieka z przestrzenią. Obok pejzażu miejskiego pojawiają się także obrazy życia artystycznego samego Ogniska, uchwycone z bliska, z uważnością i autentycznym zaangażowaniem.
Każde zdjęcie na tej wystawie jest śladem chwili, która już minęła, a jednak wciąż trwa – zatrzymana w obrazie. To zaproszenie do spojrzenia na Rybnik na nowo: wolniej, uważniej, z ciekawością. Bo być może właśnie w tych fragmentach codzienności kryją się historie, które najłatwiej przeoczyć.
English below
W swojej praktyce Swoboda koncentruje się na zjawiskach, które z powodów historycznych, ideologicznych lub strukturalnych utraciły swoją sprawczość lub zostały wyparte z dominujących narracji. Interesują go obszary nieoczywiste, funkcjonujące poza stabilnymi kategoriami znaczeń – rekonstruowane z pozycji pamięci, rozmowy, śladu i przeczucia. Artysta podejmuje próbę dotarcia do pierwotnego doświadczenia języka, anatomii ciała i terytorium, traktując je jako pola napięć pomiędzy tym, co indywidualne, a tym, co systemowo narzucone.
Jego projekty często przyjmują formy o „niejednoznacznej tożsamości”, wymykające się jednoznacznemu przyporządkowaniu do dyscyplin artystycznych czy porządków społecznych. Swoboda operuje kategoriami braku, zawieszenia i negacji (takimi jak nie-sport, brak-architektura czy areligijność), aby badać mechanizmy normalizacji, wykluczenia i kontroli.
Centralnym wątkiem jego twórczości jest konsekwentne badanie granic – między człowiekiem a zwierzęciem, naturą a kulturą, wolnością a zamknięciem. Wykorzystując architekturę ogrodów zoologicznych jako narzędzie analizy, artysta ujawnia, w jaki sposób sztucznie konstruowane przestrzenie przekształcają żywe istoty w obiekty ekspozycyjne, a ludzkie spojrzenie staje się narzędziem dominacji. W tym kontekście zoo funkcjonuje jako metafora terytorium wykluczenia, w którym powracają echa kolonialnych praktyk podporządkowywania, klasyfikowania i narzucania władzy.
Prace Swobody nie proponują prostych rozwiązań ani jednoznacznych ocen. Zamiast tego stawiają pytania o możliwość przekroczenia antropocentrycznych granic i wypracowania form współistnienia opartych nie na kontroli, lecz na uważności, empatii i odpowiedzialności wobec innych form życia.
Bio artysty
Tom Swoboda – artysta wizualny, edukator. Jego praktyka koncentruje się na analizie mechanizmów widzenia, relacji władzy oraz granic pomiędzy tym, co ludzkie i nieludzkie. Odwołując się do architektury instytucjonalnej, przyrody, pamięci miejsca i doświadczenia stanów przejściowych, buduje oszczędne, precyzyjne struktury wizualne, w których obraz funkcjonuje jako narzędzie krytyczne.
Ukończył Studium Kultury Starojapońskiej, Czerwionka-Leszczyny, studiował na Wydziale Rzeźby ASP we Wrocławiu, uzyskał tytuł doktora sztuki na ASP w Katowicach. Współzałożyciel Galerii Szara w Cieszynie, Galerii 12 w Cieszynie. Współtwórca i prowadzący The Undergrand Art Centre w Clitheroe UK. Pomysłodawca międzynarodowego projektu rezydencji artystycznych Incydenty w Cieszynie, Czeskim Cieszynie, Bielsku-Białej i Wielkiej Brytanii.
Finalista i laureat międzynarodowych konkursów: stypendysta projektu „Artysta w Czasach Beznadziejności. Najnowszy wybór sztuki polskiej” (2015) Galeria BWA we Wrocławiu, wybór kuratorski Zbigniewa Libery. LensCulture Portrait Awards (2018), Sony World Photography Awards (2018), open call BWA w Bydgoszczy (2024), open call PIX House (2025), artysta rezydent BWA Bydgoszcz i Białowieskiego Parku Narodowego (2026).
Artysta reprezentowany przez Galerię ESTA w Gliwicach min. na Warsaw Gallery Weekend (2025), Art Warsaw Miodowa (2025), Art Collect Katowice (2026)
ENG.
Tom Swoboda
Image in a Working State
Tom Swoboda’s practice emerges from the experience of place and from an ongoing negotiation between image, memory, and space. Upper Silesia remains its central point of reference – understood not as geography, but as a landscape shaped by experience. It is a place built from tensions: between the industrial and the organic, the private and the collective, the real and the remembered. For the artist, landscape is never merely a background; it becomes a structure of memory, a record of traces, absences, and relations.
Swoboda’s way of thinking has also been shaped by an unconventional educational path. His education in mining schools, grounded in a technical understanding of space and structures, developed alongside studies in Old Japanese Culture. These seemingly distant experiences formed a language in which materiality meets an understanding of the image as relation, process, and transformation.
The artist approaches the image not as a representation of reality, but as an operational space. What interests him is not only what can be seen, but also the mechanisms that organise perception itself. Nature remains another important element within this practice – experienced both literally and through dreams, sound, and memory. It does not appear here simply as a subject of observation, but as an environment in which images and meanings continuously shift and transform.
A significant part of this practice is the long-term project Animal Space, dedicated to architecture created for wild animals and to territories shared by humans and other species. Here, documentary gradually transforms into a reflection on the limits of vision, proximity, and presence.
Image in a Working State presents a practice in constant motion – a narrative about places that cannot be fully recovered and images that never become final.
Curatorial text: Jacek Stapowicz
DOSTĘPNOŚĆ
Słuch:
– zobacz film o wystawie w polskim języku migowym;
– weź udział w wernisażu wystawy z PJM, 12 czerwca 2026 r. o godz. 18:00;
– weź udział w oprowadzaniu tłumaczonym na PJM w dniu:
17 lipca o godz. 18:00 oprowadza dr Tom Swoboda.
– wypożycz bezpłatnie w kasie słuchawki wygłuszające dla dzieci i dorosłych.
Dotyk:
– na ekspozycjach możesz dotykać pomocy dotykowych i tyflografik do wybranych obiektów.
Wzrok:
Inne:
– przeczytaj przewodnik po wystawie w tekście łatwym do czytania i rozumienia (ETR), dostępny cyfrowo;
– możesz skorzystać z asysty w dojściu do Galerii z przystanków w centrum miasta;
– możesz wejść do Galerii z psem – przyjacielem, nie tylko z przewodnikiem czy asystującym;
– sprawdź dostępność naszego budynku w deklaracji dostępności.