ENGLISH BELOW
4 pory… obecności to moja opowieść o kobiecie, która nie potrzebuje imienia, by być boginią. Na przestrzeni ostatnich lat tematyka moich prac oscylowała wokół temperatur emocjonalnych przenikających kobiecą treść istnienia – jej wyjątkowość, wręcz nadprzyrodzoną siłę tworzenia, łączność z naturą ale i utratę siebie na poczet nowej. Nie odwołuję się do jednej, konkretnej postaci – ona jest współczesnym określeniem „obecności” kobiecej energii, wpisanym jednocześnie w cykl natury, w porządek świata, umysłu i emocji. Jej ciało nie jest granicą, lecz miejscem przejścia: raz promieniuje ku górze złotymi nićmi, raz rozpuszcza się w barwie, we mgle, w cieniu.
Tytuł świadomie odrywa się od dosłownych pór roku, zachowując jedynie ich rytm – cztery odsłony tego samego stanu bycia kobietą – jednocześnie, jako różne stany skupienia tej samej siły. Prace zebrane w cyklu pokazują ciało, które nigdy nie jest zamkniętą, stabilną formą z wytyczoną granicą. Prawie zawsze jest w trakcie stawania się, rozpuszczania lub wyłaniania – otoczone nićmi, liniami, pasmami koloru, które przekraczają granicę skóry i łączą postać z tym, co ją otacza. Nić, korzeń, promień i smuga barwy stają się w moich pracach głównym motywem, wizualnym opowiadającym o przenikalności ciała i psychiki.
Kolorystyka podąża za emocjonalnym rytmem cyklu – od stłumionej, dymnej ciemności, przez zmysłową, rozlaną paletę błękitów i różu, po ziemiste, rdzawe napięcie i chłodny, wygaszony mrok. Zmienia się też stopień rozpuszczenia formy: od sylwetki ledwie wyłaniającej się z tła, przez ciało całkowicie stopione w kolorze, po postać niosącą w sobie ciężar i wreszcie zanikającą w bezkształtnej mgle.
To nie ilustracja wierzeń, lecz ich ślad – pamięć o tym, że kobiecość od zawsze nosiła w sobie coś nieoswojonego i świętego. Ubrana jest jednocześnie w kruchość i wrażliwość wtopioną w siłę, moc i upór. Współczesność stara się tę wielowymiarowość oswoić, spłaszczyć, uczynić bezpiecznym. Wystawa się temu wymyka.
Obecność, o której mówi cykl, nie jest bierna. To aktywna forma trwania – w ciele, w naturze, we wszechświecie – niezależna od spojrzenia z zewnątrz, niepotrzebująca potwierdzenia, by istnieć w pełni. Kobieta w tych obrazach nie przedstawia natury ani boskości – ona jest jednym i drugim, w każdej ze swoich czterech, jednocześnie obecnych, odsłon.
Katarzyna Koch
ENG
4 Seasons… of Presence is my story about a woman who needs no name to be a goddess. Over the past few years, the subject matter of my work has revolved around the emotional temperatures permeating the feminine substance of existence – its uniqueness, its almost supernatural power of creation, its connection to nature, but also the loss of self in favor of a new one. I am not referring to one specific figure – she is a contemporary expression of the „presence” of feminine energy, inscribed at once in the cycle of nature, in the order of the world, the mind, and the emotions. Her body is not a boundary but a place of passage: at times radiating upward in golden threads, at times dissolving into color, into mist, into shadow.
The title deliberately breaks away from the literal seasons of the year, retaining only their rhythm – four scenes of the same state of being a woman, at once different states of aggregation of the same force. The works gathered in the cycle show a body that is never a closed, stable form with a defined boundary. It is almost always in the process of becoming, dissolving, or emerging – surrounded by threads, lines, streaks of color that cross the boundary of the skin and connect the figure with what surrounds it. Thread, root, ray, and streak of color become the main motif in my work, a visual language telling of the permeability of body and psyche.
The color palette follows the emotional rhythm of the cycle – from muted, smoky darkness, through a sensual, diffused palette of blues and pinks, to an earthy, rust-toned tension and a cool, extinguished gloom. The degree to which the form dissolves also changes: from a silhouette barely emerging from the background, through a body completely melted into color, to a figure carrying weight within itself, and finally fading into shapeless mist.
This is not an illustration of beliefs, but their trace – a memory that femininity has always carried within it something untamed and sacred. She is clothed at once in fragility and sensitivity fused with strength, power, and persistence. The contemporary world tries to tame this multidimensionality, to flatten it, to make it safe. The exhibition escapes that.
The presence spoken of in this cycle is not passive. It is an active form of endurance – in the body, in nature, in the universe – independent of the outside gaze, needing no confirmation to exist fully. The woman in these paintings does not represent nature or divinity – she is both, in each of her four, simultaneously present, incarnations.
Katarzyna Koch