Szukaj

09.10.2026 — 31.01.2027

Autoportret, portret

Apolonia Dwurnik, Edward Dwurnik

Gdy myślimy o twórczości Edwarda Dwurnika, jednego z najwybitniejszych i najpłodniejszych polskich artystów ostatnich dekad, na myśl przychodzą ukazane z lotu ptaka miasta, barwne portrety mieszkańców Polski Ludowej, mroczne sceny z czasów stanu wojennego oraz rzędy czerwonych i żółtych tulipanów. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej dorobkowi malarza, okazuje się, że w zdecydowanej większości jego prac pojawia się ludzka twarz. Ukazywana na wiele różnych sposobów, mniej lub bardziej szczegółowo, pozostaje zawsze czytelna i istotna. Dotyczy to zarówno obrazów na płótnie, jak i prac na papierze. To człowiek i różnorodność ludzkich emocji najbardziej interesowały artystę, który swoją twórczością „pragnął wystawić pomnik” zwykłym ludziom. Zainteresowanie to podziela również Apolonia Dwurnik, uczennica Edwarda, a prywatnie jego córka. Właśnie o tym wspólnym zainteresowaniu opowiada wystawa prac Apolonii i Edwarda Dwurników w Galerii Rzecznej w Rybniku.

Punktem wyjścia dla rybnickiej prezentacji jest seria wczesnych autoportretów Edwarda Dwurnika wykonanych ołówkiem na niewielkich kartkach papieru w 1966 roku. 

Dwudziestotrzyletni wówczas artysta przygląda się sobie w lustrze i krótkimi niecierpliwymi pociągnięciami ołówka odwzorowuje na kartce swoje rysy, fryzurę, koszulę, w którą jest ubrany i rysującą rękę. Kameralne autoportrety ukazują uczącego się warsztatu studenta warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Powstały w tym samym czasie malarski autoportret utrzymany w ciemnych zieleniach stanowi swoiste podsumowanie ołówkowych szkiców. Obraz został namalowany z wyczuwalnym mozołem, wielowarstwowo, gęstą farbą, bez lekkości i swobody, które pojawią się w późniejszych pracach.

Portret i studium twarzy od zarania należą do podstawowego repertuaru nauki rysunku i malarstwa. 

Nic więc dziwnego, że we wczesnej młodości autoportret i portret zajmują ważne miejsce w dorobku artysty. Dwurnik nie traci ani chwili, cały czas rysuje. Kiedy jest sam, rysuje siebie, a gdy przebywa wśród ludzi, rysuje właśnie ich. Szkicuje sceny na uczelni i w kawiarni, studentów podczas plenerów i matkę w kuchni. Pełnym wdzięku przykładem tych plenerowych portretów jest seria rysunkowa z 1967 roku zatytułowana „Ewa i Przemyk”. Wizerunki Ewy i Przemysława, z którymi Edward Dwurnik studiował i się przyjaźnił, są jednocześnie czułe i precyzyjne. Młodzi adepci ASP, uchwyceni jakby mimochodem, podczas swobodnej rozmowy, stają się dla Dwurnika pretekstem do poszukiwania wizualnego języka, którym będzie mógł opowiadać o człowieku.

Tych wizualnych opowieści powstaje wiele. Na wystawie prezentujemy rysunki z trzech cykli z lat siedemdziesiątych: „Moi bohaterowie”, „Spojrzenia” oraz „Frustracje”. Sportretowani na nich ludzie są ukazani już bardziej schematycznie i ekspresyjnie. Artysta korzysta ze zdobytego doświadczenia i na bazie wcześniejszych obserwacji modela tworzy wyobrażone typy ludzkie. Do kompozycji wprowadza także kolor, dynamizując całość. Mężczyźni i kobiety różnią się nie tylko rysami i fryzurami, lecz także przeżywanymi emocjami. Jest tu sugerowana już przez tytuł jednej z serii frustracja, ale dyskretnie zaznaczone zostają również m.in. złość, zazdrość, antypatia, rozbawienie, zdziwienie czy zaciekawienie. Zbiór rysunków staje się rodzajem łamigłówki, w której kolejnym postaciom możemy przypisywać różne emocje i samodzielnie odgadywać, o czym opowiada artysta.

Dwurnika interesowała kondycja społeczeństwa, ujawniająca się w indywidualnych historiach. 

Dlatego wplatał historie i portrety konkretnych osób w większe cykle tematyczne oraz bardziej złożone kompozycje malarskie. Na wystawie praktykę tę sygnalizuje obraz „Jerzyk i Elza” z 1991 roku, należący do cyklu „Sportowcy”. To prosta scena rodzajowa: znajomy malarza, niejaki Jerzyk, został sportretowany przy pracy; napełnia gazem syfony. Obok niego stoi kobieta w czerwonej sukience z małą dziewczynką, z którą zapewne właśnie wróciła ze szkoły.

W dorobku artysty prominentne miejsce zajmuje cykl malarski zatytułowany po prostu „Portret’’. To popis wnikliwej obserwacji modela i malarskiego talentu. Bo w tej fascynującej serii artysta zatrzymuje na płótnie nie tylko fizys i psyche modela. Za każdym razem po zakończeniu zadania portrecisty chwyta cieńszy pędzel i na tym samym płótnie w wolnym miejscu zapisuje imię i nazwisko modela / modelki oraz wszelkie podane mu ważne fakty dotyczące danej osoby. Na portrecie Anny Gierzyńskiej, teściowej artysty, czytamy zatem, że jest związana z czterema miastami („Krakowianka, Warszawianka, Rypinianka, Torunianka”), a na portrecie jej męża Kazimierza, że jest adwokatem i ma 64 lata. Wszystkie te i inne informacje, odręcznie precyzyjnie napisane w przestrzeni właściwego portretu z jednej strony dopowiadają i dookreślają główny temat czyli konkretną jednostkę, która ma nie tylko twarz i ubiór, lecz także imię, nazwisko, wykształcenie, zawód, rodzinę, hobby, etc. Z drugiej strony liternictwo dekoruje i uwspółcześnia niemalże XIX-wieczne portrety, którymi byłyby te obrazy bez tego elementu.

Jednakże w późnym okresie twórczości Dwurnik maluje szereg portretów uproszczonych i ekspresyjnych, pozbawionych rozbudowanej warstwy tekstualnej. Na wystawie prezentujemy dwa autoportrety z 2007 roku oraz trzy monochromatyczne portrety wybitnych pisarzy z 2005 roku (Margaret Atwood, Marguerite Duras, Joseph Conrad). Są tu także dwa portrety grupowe z lat dwutysięcznych: „Piramida” oraz „Dunin Masłowska”. Należą do nieformalnej serii wizerunków różnych osób trzymających się nawzajem na rękach (cykl „Dwudziesty piąty”). Zgodnie z charakterem rybnickiej wystawy występuje tu motyw rodzinny: na pierwszym widzimy żonę artysty Teresę trzymającą na rękach męża, na którego ramionach siedzi córka Pola. Na drugim warszawski wydawca i literaturoznawca Paweł Dunin-Wąsowicz trzyma na rękach pisarkę Dorotę Masłowską.

Wystawa jest prezentacją wybranych realizacji portretowych Edwarda Dwurnika oraz Apolonii (Poli) Dwurnik. 

Pola znana jest rybnickiej publiczności jako autorka historii rysunkowej „Pan Marcin”, którą pokazała w 2019 roku w Teatrze Ziemi Rybnickiej na wystawie „Dziewczyna z Rybnika”. Było to 31 rysunków opowiadających o spotkaniu z poetą Marcinem Świetlickim w katowickim Jazzklubie Hipnoza. Głównym elementem tych prac był komiksowy autoportret artystki. Wystawa w Galerii Rzecznej rozwija ten wątek. Na autoportretach, wykonanych w 2025 roku w tej samej co „Pan Marcin” technice gwaszowej, Apolonia mocuje się z własnym wizerunkiem. Podobnie jak jej ojciec sześćdziesiąt lat wcześniej, analizuje odbicie w lustrze, ale jej podejście różni się od skromnych autoportretów Edwarda. Apolonia stroi miny, szczerzy zęby, wystawia język i wytrzeszcza oczy. Bo to wizerunki dojrzałej, prawie 47-letniej artystki, która z łobuzerską dezynwolturą bawi się prastarym tematem. To samo niegrzeczne podejście odnajdujemy w późnych autoportretach Edwarda. Ale gdy cofniemy się w czasie do „Autoportretu Apolonii w wieku 19 lat”, ujrzymy tę samą pokorną uwagę, z jaką Edward rysował siebie w 1966.

Prawdziwą „galerią portretu” pędzla Poli Dwurnik jest seria „Dwunastu mężów Apolonii” z lat 2014-2019. 

Jest to dwanaście męskich portretów uosabiających dwanaście kolejnych miesięcy (od stycznia do grudnia), dwanaście etapów ludzkiego życia i dwanaście stanów umysłu. W tych różnorodnych wizerunkach można odnaleźć liczne odwołania do zachodnioeuropejskiej historii malarstwa portretowego, a także wiele motywów z popkultury. 

Jeszcze liczniejszą galerią portretu warszawskiej artystki jest tworzona przez nią od 2008 roku seria malarska „Główki”. Składają się na nią bardziej lub mniej stylizowane olejne autoportrety i portrety różnych osób w niewielkim kwadratowym formacie 30 x 30 cm. Na wystawie pokazujemy osiem z nich.

Motywy fantastyczne i literackie, typowe dla malarskiej twórczości Poli Dwurnik znajdziemy także w jej działalności portretowej. 

„Pokłon zwierząt” (2015) to trawestacja ryciny Wilhelma Kaulbacha ilustrującej poemat Johanna Wolfganga Goethego „Lis Przechera”. Na królewskim tronie widzimy czarownicę Alcynę, adorowaną przez zwierzęta. Królewski charakter mają także dwa najnowsze rysunkowe autoportrety artystki: „Królowa malarstwa z głowami” i „Królowa malarstwa z Kusamą”. Poza charakterystycznym dla Apolonii motywem królowej malarstwa, mamy tu także typowy dla niej kolaż wielu twarzy wyciętych z innych własnych prac, doprawiony głowami wyciętymi z polskich znaczków pocztowych. 

Edward wielokrotnie malował i rysował swoją córkę. 

Na wystawie zobaczymy jej trzy portrety. Pierwszy to nigdy wcześniej niepokazywany publicznie klasyczny portret siedzący, do którego Pola pozowała w wieku niespełna 11 lat. Drugi to malowany z wyobraźni portret w obrazie „Piramida”. Trzecim jest mały zgrabny rysunek „Kolacja po wywiadówce’’ wykonany przez Dwurnika spontanicznie przy stole podczas tytułowej kolacji. Apolonia również wielokrotnie portretowała ojca, a na rybnicką wystawę stworzyła obraz „Autoportret, autoportret”, na którym z rozwianym włosem prezentuje widzom wczesne ołówkowe autoportrety ojca. 

Apolonia Dwurnik i Edward Dwurnik, córka i ojciec, uczennica i nauczyciel. Gdy Pola była małą dziewczynką całe dnie przesiadywała w pracowni taty i ochoczo wyciągała rękę po pędzel. Gdy miała pięć lat, w 1984 roku, wspólnie namalowali kilka wielkoformatowych obrazów. Jeden z nich, „Po trzydziestu pięciu latach” włączyliśmy do naszej prezentacji. Dolna partia płótna, jasna i barwna, to wizerunki kilku osób, namalowane przez Polę. Górną część obrazu spowija mrok, a z głów wyzierających z ciemności wyrastają krzyże. Skontrastowanie radosnej kreski dziecka z ponurą powagą obrazu dorosłego nadaje pracy głęboko egzystencjalną wymowę. Tytułowe trzydzieści pięć lat różnicy wieku między autorami opowiada o upływie czasu i zmieniającej się wraz z nim perspektywie na świat. Przy czym użyte przez autorów środki są proste: ludzka sylwetka, ludzka twarz i ekspresja barw. 

Za życia Edward Dwurnik miał około sto wystaw indywidualnych i wziął udział w ponad trzystu wystawach zbiorowych ale tylko raz zestawiono jego sztukę z pracami Poli Dwurnik. 

Wystawa ta odbyła się w legendarnej „Pracowni Dziekanka” w Warszawie jesienią 1985 roku. Pola miała wówczas sześć lat i była to pierwsza wystawa w jej życiu. Pokazano na niej rysunki i grafiki Edwarda poddane „interwencjom” wizualnym Poli, wykonanym za pomocą ołówka i kredki oraz wiele rysunków samej Poli, która w tym czasie intensywnie rysowała własne historie o zwierzętach i ludziach. Od tej wystawy upłynęło czterdzieści lat. Edwardowi i Poli wielokrotnie proponowano wspólną wystawę, ale Pola nigdy więcej się na taką prezentację nie zgodziła. Choć zawsze w kontakcie i przyjaźni z ojcem, skoncentrowała się na własnej drodze twórczej, indywidualnej i niezależnej od działalności i kariery ojca. Wystawa w Rybniku jest pierwszą po czterdziestu latach publiczną prezentacja prac ojca i córki.

Apolonia Dwurnik